ORZECHY PIORĄCE DO MYCIA WŁOSÓW | JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY

W weekend miałam okazję po raz pierwszy użyć orzechów piorących - naturalnego środka do mycia włosów metodą no poo. Ogólnie rzecz biorąc nie bawię się w tego rodzaju eksperymenty, do mycia włosów zawsze używam tylko szamponu, ale byłam bardzo ciekawa tego sposobu, więc stwierdziłam czemu nie. Orzechy zawierają naturalne saponiny. Kilka sztuk na wypróbowanie dostałam od Agnieszki (Napieknewlosy). Ugotowałam z nich wywar, poczekałam aż trochę wystygnie i ciepłą mieszanką zaczęłam myć skórę głowy i włosy. Wcześniej na włosy wtarłam olej z żurawiny arktycznej (na mgiełkę oczarową z Fitomed). Jakie były moje spostrzeżenia?


* Orzechy przeokropnie śmierdzą, zarówno w folii, jak i w wywarze. Okropieństwo! Żeby je jednak przetestować i dotrwać do końca, musiałam wlać kilka kropel olejku eterycznego.
* Nie pienia się, być może dałam za dużo wody. Próbowałam przy myciu dokładnie wcierać ten wywar, ale piany nie było wcale.
*Wywar po zagotowaniu delikatnie zgęstniał (minimalnie!)
*Włosy po wyschnięciu były strasznie spuszone i poplątane. Musiałam po dać na długość oleo-krem, odżywkę w sprayu i serum na końcówki.



WNIOSKI
Mimo braku piany, wywar domył olej, włosy były czyste, skóra głowy oczyszczona. Zero podrażnień, łupieżu, swędzenia itp. Orzechy nie przedłużyły świeżości włosów, musiałam je umyć standardowo dwa dni później. Mima fajnego efektu, orzechów piorących prawdopodobnie użyłam ostatni raz w życiu :D Nie mam czasu i chęci na takie zabawy. Nie bawię też się nigdy w rozwadnianie szamponu. Preferuję jednak gotowe szampony. Być może gdybym pokombinowała z techniką przygotowania, wyszłoby z tego coś lepszego :D

A Wy lubicie takie naturalne sposoby, czy jednak szampon :) ?

Czytaj dalej