środa, 28 września 2016

JAK DBA O WŁOSY PAULINA ( hairworld97.blogspot.com )

Dziś wpis o historii włosowej Pauliny (klik) i jej obecnej pielęgnacji

Hej. Jestem Paulina. Mam 19 lat. Chcę się z Wami podzielić moją włosową historią.

Będąc w przedszkolu miałam krótkie włosy (takie do ramion). Mój naturalny kolor to ciemny blond. Gdy szłam do komunii miałam włosy do połowy pleców, ale niestety po komunii mama obcięła mi włosy do ramion. W pierwszej klasie gimnazjum włosy sięgały mi niemalże do pasa. Na początku drugiej klasy przyszedł mi do głowy pomysł żeby coś zmienić. Poszłam więc do fryzjera, obcięłam i pocieniowałam włosy. Efekt jednak mnie nie zadowolił. Więc postanowiłam nie odwiedzać fryzjera. W czerwcu 2013 roku kończyłam gimnazjum i przed końcem roku po raz pierwszy w życiu zmieniłam kolor włosów.  Zdecydowałam się na płomienny rudy. 

We wrześniu 2013 roku poszłam do liceum. Włosy nadal miałam rude i były już dłuższe. Nie obcinałam ich w ogóle. Chciałam, żeby po prostu rosły. 

W styczniu 2014 roku zamarzył mi się powrót do blondu co nie było łatwe. Po pierwszym farbowaniu włosy miały gdzieniegdzie rude refleksy ale wyglądały ładnie. Na kolejne farbowanie poszłam pod koniec maja 2014 roku. Wybrałam ten sam kolor i ten sam odcień blondu, taki złocisty. Wtedy włosy wyglądały lepiej. Tak jak chciałam. Kolejne farbowanie miałam pod koniec grudnia 2014 roku. Ale chciałam mieć ciemniejszy blond. Po farbowaniu moje włosy miały kolor taki nijaki, do tej pory nie potrafię go określić, ale nie był to kolor o który mi chodziło. Ale postanowiłam się do niego przyzwyczaić. 

W czerwcu 2015 roku przed weselem kuzyna postanowiłam odwiedzić fryzjera i zafarbować włosy na ciemny brąz. Długo się wahałam nad tym wyborem ale mama mnie do tego przekonała. Sama kilka miesięcy wcześniej zmieniła kolor z blondu na brąz. Ja jednak wybrałam kolor o dwa odcienie jaśniejszy niż moja mama. Byłam bardzo zadowolona z tej zmiany.  Czułam się świetnie w tym kolorze. Pod koniec sierpnia 2015 roku poszłam na kolejne farbowanie. Włosy wyblakły mi od słońca i kolor był znacznie jaśniejszy. Włosy były również zniszczone i "sianowate". Podjęłam decyzję, że je trochę podetnę. Fryzjerka obcięła mi około 15 cm więc dość sporo. Po powrocie do domu  byłam załamana, że aż tyle poszło z długości. Postanowiłam więc nie obcinać ich przez dłuższy czas. 

Na początku kwietnia 2016 roku zaczęłam interesować się tematem zapuszczania włosów i przeczytałam mnóstwo blogów o zapuszczaniu i przyspieszaniu wzrostu włosów. Zależało mi na tym aby nie brać żadnych suplementów, lecz postawić postawić naturalne "wspomagacze". Najbardziej do gustu przypadły mi trzy: wcierka Jantar, picie siemienia lnianego (dwie łyżki siemienia zalane niepełna szklanką gorącej wody) oraz picie herbaty z pokrzywy. Efekt był już po miesiącu. Urosły nieco ponad 2 cm. Byłam zadowolona i postanowiłam dalej brnąć we włosomaniactwo. W lipcu odpadło picie siemienia i herbaty z pokrzywy. Kilka razy zapomniałam i już do tego nie wróciłam. W sierpniu postawiłam się za siebie wziąć. 

Stworzyłam sobie wyzwanie pt: "ZAPUSZCZĘ ŁADNE I DŁUGIE WŁOSY DO KOŃCA 2016 ROKU". Piłam siemię lniane dwa razy dziennie i raz dziennie herbatę z jednej torebki skrzypu i jednej torebki pokrzywy. Wprowadziłam kilka zmian w pielęgnacji. Obejrzałam filmy Agnieszki i postanowiłam, że zacznę olejować włosy. Najbardziej pasowała mi oliwa z oliwek, ponieważ mam ją praktycznie pod ręką na co dzień. Efekty były super.  Włosy były lepiej nawilżone i gładkie. Niestety w połowie sierpnia moja systematyczność legła w gruzach. I znów picie siemienia i herbaty poszło w odstawkę. Ale zamieniłam oliwę z oliwek na olej kokosowy, który również okazał się świetny na moje włosy. Zrobiłam również olejowa mgiełkę z przepisu Agnieszki. Stosowałam ją codziennie i włosy "polubiły" ją tak jak olej kokosowy. 

A jak wygląda moja sytuacja włosowa obecnie ? Czego używam do pielęgnacji? 

Myje głowę codziennie  (na drugi dzień mam tłuste więc muszę myć codziennie). Myje szamponem "Head&schoulders citrus fresh". Po myciu nakładam maskę "Perfect me Natural Oils Repair". Zamiast ręcznika do wycierania włosów używam bawełnianej koszulki. Na końcówki nakładam fluid Marion z olejkiem arganowym. Zauważyłam że po jego stosowaniu końcówki są mniej zniszczone i bardziej miękkie,  nie są też suche jak przed stosowaniem tego produktu.

Od 12.09.2016 pije siemię lniane i herbatę ze skrzypu i pokrzywy, po myciu głowy wcieram Jantar w skórę głowy.  Rozpoczęłam walkę o wymarzoną długość włosów. Mój cel to jak na razie włosy do pasa. A potem zobaczymy. Mam nadzieję że tym razem wytrwam. Pozdrawiam serdecznie Agnieszkę i inne włosomaniaczki. Buziak :*

















Wszelkie opinie, sugestie co do powyższego wpisu,  możecie pisać w komentarzach, a jeżeli chcecie podzielić się swoją obecną pielęgnacją lub historią włosową, wyślijcie do mnie e-maila: myhairworld1@gmail.com

Do tej pory pojawiły się wpisy z tej serii:





dddFffffffffffffffhsf


poniedziałek, 26 września 2016

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW





Na noc naolejowałam włosy olejem Cien z Lidla o pięknym lekko słodkim brzozowym zapachu. Recenzowałam go juz na blogu. 
Następnie skórę głowy i włosy umyłam L'oreal Professionnel Sublime, który pachnie brzoskwiniowo ;)
Na 5 minut nałożyłam kokosową maskę Montagne Jeunesse. Zmyłam wodą.
Końcówki zabezpieczyłam Biosilkiem (wersja bez alkoholu).
Włosy niestety podsuszyłam, bo wcześnie rano wychodziłam.

(kilka godzin po pielęgnacji)

Proteinowe maski niestety dalej trochę puszą moje włosy.  Co prawda maseczka pachnie całkiem ładnie, ale spodziewałam się czegoś więcej jeżeli chodzi o działanie i zapach, bo skład ma naprawdę świetny. Chyba czas powrócić do regularnego olejowania na mokro, wtedy jestem pewna, że moje włosy przez następne dwa dni będą dociążone i miłe w dotyku. Do zdjęcia trzeba się było trochę namachać szczotką. Szukam też dobrego silikonowego serum, bo Biosilk mimo że nie ma alkoholu, nie spisuje się na moich włosach jakoś wyjątkowo :| Włosy na drugi dzień mimo użycia silikonowego szamponu wyglądały ładnie , były jedynie spuszone ;)

Co sądzicie :)?

niedziela, 25 września 2016

YANKEE CANDLE WOSK WANILLA

YANKEE CANDLE VANILLA



Dawno na blogu nie było żadnej recenzji zapachowej z Yankee Candle. Jesienią lubię sięgać po korzenne, aromatyczne zapachy, więc postanowiłam przetestować waniliową tarteletkę.


"Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o kwintesencji zapachu wanilii, słodkiej i aksamitnej, wyrazistej a jednak nie narzucającej się".




Zapach średnio przypadł mi do gustu. Zapakowany w folię wosk nie przypomina mi ani trochę wanilii, dopiero po rozpaleniu.
Intensywność wosku jest średnia. Żeby poczuć zapach trzeba trochę poczekać. Jestem szczerze mówiąc nim lekko zawiedziona. Co prawda na jego intensywność nie mogę zbytnio narzekać, bo po kilkunastu minutach czuć go, mimo że mam w pokoju otwarty balkon, ale liczyłam na całkiem  inny zapach. Spodziewałam się lekko słodkiej, aromatycznej, ciasteczkowej wanilii, a zastałam dodatek waniliowy z jakąś perfumowaną nutą Podchodziłam do niego kilkakrotnie i jakoś się nie polubiliśmy. Póki co dalej moim faworytem zostaje zapach Pain Au Raisin ;)

Mimo wszystko, jeżeli jesteście ciekawi tu do nabycia WOSK WANILLA KLIK
INNE PRODUKTY YANKEE CANDLE KLIK



                                                MIELIŚCIE GO :)?