ULUBIONY OLEJ W OSTATNIM CZASIE?

W tamtym roku recenzowałam dla Was masło shea BIO i jego 15 zastosowań KLIK . Dziś co nieco o oleju z masła shea KLIK Mimo że olej ten dedykowany jest włosom niskoporowatym, moje średniopory w ostatnim czasie bardzo się z nim polubiły. 


Kilka słów od Producenta na temat oleju:
"Najlżejsza frakcja wyciskanego na zimno masła shea. Posiada naturalną alantoinę, nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy A,E i F. Silnie natłuszcza, regeneruję oraz chroni przed złym wpływem czynników zewnętrznych"

Przed nałożeniem go na włosy,  abym lepiej mogła go rozprowadzić, zanurzam buteleczkę w kąpieli wodnej. Olejuje włosy zazwyczaj na podkład, za który zazwyczaj służy mi dowolny hydrolat. Olej na włosach trzymam zazwyczaj pod czepkiem na ok. 1 godzinę. Po tym czasie zmywam go z włosów szamponem. Z czystym sumieniem muszę przyznać, że włosy po nim są bardzo zdyscyplinowane, co teraz, jesienią jest dla mnie bardzo ważne. Nie puszą się i nie elektryzują. Są miłe w dotyku, gładkie i jednocześnie lśniące. Uwielbiam ten efekt. Sam olej jest bezwonny, nie wyczuwam w nim zapachu. Mocno natłuszcza, a więc często służy mi jako zastępnik kremu do rąk. Zwłaszcza teraz, jesienią i zimą skóra dłoni jest narażona na pękanie, odwodnienie i zaczerwienie. Lubię też dodawać kilka pompek oleju do wanny, wypełnionej wodą. Wiadomo, że nie zawsze chce nam się po myciu balsamować całe ciało, a dzięki wyciśniętych kilku porcji oleju, nasza skóra nie będzie już taka sucha jak to zwykle bywa po płynach i żelach do mycia ciała z SLS'ami. Sam olej mieści się w buteleczce z ciemnego szkła, posiada wygodną pompkę, przez co aplikacja jest niezwykle ułatwiona :)

Podsumowując, jeżeli tak jak ja, lubicie kosmetyki uniwersalne, niedrogie i przede wszystkim naturalne, z drobnym składem, musicie przetestować ten olej :) Do zakupienia np TU

Jaki jest Wasz ulubiony olej :) ?
Czytaj dalej

MOJE ODKRYCIA W PIELĘGNACJI CERY

Dziś trochę o pielęgnacji mojej mieszanej cery. Przez ostatnie tygodnie miałam przyjemność testować dwa produkty marki Dermedic  z serii Hydrain 3.

*Krem- żel ultranawilżający
*Micelarny płyn dwufazowy


Zacznę może od kremu. 50g kosmetyk zapakowany jest w ładny, szklany słoiczek. Ma on fantastyczną, lekką, żelową konsystencję. Błyskawicznie się wchłania, stanowi idealną bazę pod podkład. Używam go od prawie 2 miesięcy codziennie i jestem zachwycona. Kosmetyk nie zapycha buzi, nie zatyka porów, aplikacja jest przyjemna, łatwa i przede wszystkim szybka , co przy wstawaniu o 5 rano jest dla mnie bardzo ważne :) Mimo bardzo lekkiej konsystencji, przez cały dzień świetnie nawilża moją buzię. Jest bardzo komfortowy. Wydaję mi się też, że dzięki temu kosmetykowi zdecydowanie dłużej utrzymuje się na mojej twarzy podkład. Składniki aktywne w kremie to: Woda termalna, Kwas hialuronowy, AqualareTM, Mocznik-UREA, Gliceryna, Dub Diol, Betaina, Phytosqualan – Skwalan, Witamina E. Kremik jest bardzo wydajny a kosztuje w granicach 21-28zł. Kupicie go w aptekach lub na stronie Dermedic KLIK. Podsumowując, przetestowałam już naprawdę wiele kremów w różnych półkach cenowych i naprawdę miłe zaskoczenie, że mamy tak dobry, polski produkt :) Polecam Wam go przetestować, bo uważam, że sprawdzi się przy każdym typie cery. 



Teraz czas na płyn dwufazowy. Przyznam się,  ze na początku sceptycznie podchodziłam do niego. Zwlekałam z jego użyciem, ze względu na to, że bardzo nie lubiłam do demakijażu tzw. "dwufazówek". Poprzednie takie kosmetyki z innych firm nie radziły sobie z moim makijażem, a w dodatku pozostawiały bardzo nieprzyjemny tłusty film, co na wiele lat zniechęciło mnie do tego rodzaju kosmetyków. Tym razem mamy kolejne miłe zaskoczenie. Na co dzień maluję się dość mocno, oprócz podkładu i tuszu, używam również eyelinera, cieni, kredki na linie wodną, bronzera, rozświetlacza i pudru, a dodatkowo całość spryskuję fixerem. Nie każdy produkt radzi sobie u mnie ze zmyciem takiej ilości kosmetyków. Płyn ten świetnie zmywa z mojej buzi wszystkie kosmetyki, dociera również do pozostałości po eyelinerze czy też tuszu. Jest delikatny, nie podrażnia buzi, nie jest ona podrażniona ani ściągnięta. Powiedziałabym wręcz przeciwnie, delikatnie ją natłuszcza, ale nie pozostawia  na niej nieprzyjemnego filmu. Producent zapewnia nas, że pobudza wzrost rzęs, wzmacnia je i chroni. Tego jeszcze powiedzieć nie mogę, bo powoli kończę dopiero pierwsze opakowanie. Jest idealny dla osób noszących soczewki kontaktowe, co sama potwierdzam. Składniki aktywne: Woda termalna, Kompleks Fortilash, Hydroveg VV, Gliceryna. Kosztuje on w granicach 25zł. Do kupienia również w aptekach i na stronie Dermedic KLIK


Kolejny raz muszę przyznać, że kosmetyki tej firmy sprawdziły się u mnie rewelacyjnie i mogę je Wam z czystym sumieniem polecić. 

MIELIŚCIE JUŻ COŚ Z TEJ MARKI :)
Czytaj dalej

ULUBIONE SZAMPONY STOSOWANE W OSTATNIM CZASIE | KONIEC Z ŁUPIEŻEM I PRZETŁUSZCZANIEM

Moja skóra głowy jest dość problematyczna, często ulega podrażnieniom. Bywa też, że niektóre nowe kosmetyki powodują na skórze głowy łupież. Na co dzień staram się używać łagodnych szamponów, nie mniej jednak byłam bardzo ciekawa nowych dla mnie szamponów Catzy.


Pierwszy z szamponów jaki miałam przyjemność testować  był to  szampon przeciwłupieżowy do każdego rodzaju włosów. Szampon zawiera 1% pirytonianu cynku, aktywnej substancji, która ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.  Wersja ta przypadła mi do gustu od razu po pierwszym użyciu. Szampon:
*posiada odpowiednią, nie za gęstą, nie za rzadką konsystencję o kolorze zielonej glinki,
*pachnie migdałowo
*mocno się pieni
*jest w przestępnej cenie, kosztuje ok. 15zł




A teraz najważniejsze.. działanie...
Szampon dokładnie myje skórę głowy, nie podrażniając jej (mimo SLES). Przy regularnym stosowaniu, nie zauważyłam również przesuszenia, ale jak wiadomo, zawsze po jakimkolwiek szamponie sięgam dodatkowo jeszcze po jakąś maskę/odżywkę. Zauważyłam również, że wpływa on na świeżość włosów. Dotychczas myłam włosy co 2 dni, teraz spokojnie mogę myć je 3 dnia. Włosy są lekko odbite u nasady, świeże, nie ma mowy o jakimkolwiek łupieżu. Dzięki regularnemu stosowaniu, zmniejsza się ilość wydzielanego sebum

Skład:
Aqua (woda), Sodium Laureth Sulfate (mocny detergent, może podrażniać), Cocamide DEA (emulgator, odpowiada za pianę i konsystencję, może uczulać), Zinc Pyrithione (pirytonian cynku), Carbomer (stabilizator, zagęstnik), Sodium Chloride (chlorek sodu, zagęstnik, ułatwia pienienie się, poprawia właściwości myjące), Parfum (zapach), Cl 42080 (barwnik),  Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).

Skład jest krótki, dość chemiczny. Możemy w nim liczyć na sporą dawkę pirytonianu cynku, co uważam za duży plus.  W składzie nie znajdziemy żadnych "oblepiaczy" (silikonów). Szampon spisuje się u mnie rewelacyjnie (mimo że tak jak wspomniałam wcześniej, mam dość wrażliwą skórę głowy). Na pewno do niego jeszcze kiedyś powrócę



Wersja nr 2 jest przeznaczona do włosów przetłuszczających się. W składzie również znajdziemy 1% pirytonianu cynku, a także ekstrakt z rumianku, pokrzywy, brzozy i rozmarynu. W działaniu jest bardzo podobny do poprzednika. Jedyne co zauważyłam, to lepsze oczyszczanie skóry. Jest odrobinę mocniejszy w działaniu. Włosy po jego użyciu są puszyste, zyskują lekko na objętości. Skóra głowy jest oczyszczona, wolna od łupieżu. Włosy nawet w te upały długo zyskują na świeżości. 



Obydwa szampony. działają od pierwszego użycia, efekty są natychmiastowe. I jeden i drugi pięknie pachnie, składy mają proste, nieprzekombinowane. Jeżeli macie problem z łupieżem lub przetłuszczającymi się włosami, bardzo je polecam. Co więcej, przed ich stosowaniem, miałam przyjemność przeczytać w Internecie całą masę pozytywnych opinii na ich temat. Przy ich aplikacji, polecam sposób, który rekomenduje producent. Po nałożeniu szamponu i krótkim masażu, odczekajcie chwilkę aby szampon mógł jeszcze lepiej zadziałać. Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z działania obydwu szamponów i z czystym sumieniem mogę je Wam polecić. 
Czytaj dalej

JAKICH KOSMETYÓW UŻYWAM W TRAKCIE I PO OPALANIU

Tegoroczne wakacje spędziłam zarówno w Polsce, jak i za granicą. Mam to szczęście, że będąc blondynką o jasnej karnacji, dość szybko się opalam, aczkolwiek zdarza się, że moja skóra bywa czasem czerwona :) Odpowiednia, ochronna pielęgnacja przed promieniowaniem UV, a także po, o czym wiele osób nie zdaje sobie sprawy,  jest u każdego z nas konieczna. U mnie w tym roku padł wybór na kosmetyki Dermedic i serię Sunbrella.



Stosowałam:

1) Mleczko ochronne SPF 15

Jeżeli chodzi o mleczka ochronne, na początku lipca u nas w Polsce częściej sięgałam po SPF 15. Pogoda była zmienna, a temperatury nie były bardzo wysokie. Ten filtr zdecydowanie wystarczył aby przygotować się w odpowiedni sposób na wyższe temperatury :) Używałam go także pod koniec urlopu,  kiedy moja skóra była już mocno opalona. Myślę, że najlepiej sprawdziłby się u osób z ciemną karnacją i włosami, których skóra nie ulega poparzeniu i zawsze mocno się opala :) Mogą go stosować również dzieci powyżej 3 roku życia. Kosztuję ok. 30-35zł. Jest to odpowiedni produkt dla alergików i osób z wrażliwą skóra. W składzie znajdziemy min, filtry UV, witaminy C+E, alantoinę, glicerynę. Mleczko jest wodoodporne. Ważność: 9 miesięcy od otwarcia.

Skład: Aqua, Octocrylene, Cyclomethicone, Titanium Dioxide(nano), Alumina, Stearic Acid, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Isohexadecane,  C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butyrospermum Parkii  Butter, Stearyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Allantoin, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

                                                       2) Mleczko ochronne SPF 30

Mleczko ochronne familijne SPF 30 to mój zdecydowany hit. Najlepszy preparat ochronny jaki stosowałam. Przez swoją dużą pojemność (260g), może być stosowane przez całą rodzinę. Używałam go z mężem kilka razy dziennie przez 2 tygodnie na całe ciało, a zużycie jest praktycznie znikome. Wygodna tuba ułatwia aplikację, mleczko dobrze się rozprowadza po skórze. Jest również jak jego poprzednik wodoodporne. Przy wysokich temperaturach wystarczająco skutecznie chroniło moją skórę przed promieniowaniem UVA i UVB. Oprócz filtrów UV, kosmetyk zawiera także alantoinę, masło shea, glicerynę i witaminy A+C. Skóra jest miękka, nawodniona i przede wszystkim nie piecze. Nic więcej mi nie potrzeba :)

Skład: Aqua, Octocrylene, Cyclomethicone, Titanium Dioxide (nano), Alumina, Stearic Acid, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Isohexadecane, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Stearyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Allantoin, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

3) Masło utrwalające opaleniznę

Codziennie po opalaniu używałam na całe ciało masła utrwalającego opaleniznę. Masło to ma fantastyczną konsystencję, przypomina mi pudding :) Cudownie, przepięknie pachnie, śmietankowo-kokosowo. Idealnie się rozprowadza, jest treściwe, ale dość szybko się wchłania. Dobrze nawilża skórę, wygładza ją. Zawiera w składzie d-panthenol, a więc koi podrażnienia. Skóra szybciej nabiera zdrowego, ładnego, brązowego kolorytu. Stosowane regularnie, zdecydowania utrwala wakacyjną opaleniznę. Masło zaraz na drugim miejscu w składzie ma olej kokosowy, już po chwili wyraźnie czuć odżywienie i ukojenie skóry. Z innych składników aktywnych, oprócz witaminy B5 i oleju kokosowego, znajdziemy także glicerynę, biotanning i masło kakaowe, które zwiększają syntezę barwnika, odpowiedniego za wygląd naszej opalenizny - melaniny. Z racji tego, że cały czas cieszyć się możemy w Polsce wysokimi temperaturami, używam  tego kosmetyku do  tej pory, przez co nie ma mowy o złuszczaniu się naskórka i podrażnieniom :) Kosmetyk ten kupicie za ok. 30-46 zł w zależności od sklepu, ma ważność 6 miesięcy. 

Skład: Aqua, Cocos Nucifera Oil, Glycerin, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, PEG -100 Stearate, Isocetyl Stearate, Cyclohexasiloxane, Lanolin Alcohol, Panthenol, Citrus Aurantium Dulcis Hydrolyzed Fruit Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Eugenol, Geraniol.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z kosmetyków marki Dermedic. Spisały się u mnie rewelacyjnie, czego skutkiem jest ładna opalenizna i zero podrażnień. Pamiętajmy także żeby korzystać ze słońca z umiarem, pijmy dużo wody, nośmy okulary i nakrycie głowy. Powtarzajmy aplikację kosmetyków z UV co 2 godziny, a także po każdym wyjściu z basenu/morza. Kosmetyki z tej serii znajdziecie w aptekach, a także możecie je zamówić na stronie Dermedic KLIK.

Znacie? Co Wy stosujecie aby chronić swoją skórę :) ?
Czytaj dalej

KOSMETYKI DO WŁOSÓW UŻYWANE PRZEZ STYLISTĘ KSIĘŻNEJ KATTE

21 marca w Warszawie miała miejsce konferencja prasowa poświęcona kosmetykom Charles Worthington, stosowanych (ponoć?) przez stylistkę Księżnej Kate. Mimo zaproszenia, nie mogłam się pojawić na wydarzeniu, ponieważ w południowych godzinach jak większość z nas pracuje :D Nie ominęła mnie możliwość przetestowania kosmetyków. Otrzymałam szampon i odzywkę z serii nawilżającej. Sceptycznie podchodzę do kosmetyków fryzjerskich, ale stwierdziłam czemu by nie przetestować tych nowości


Szampon wykończyłam bardzo szybko, nie był on wydajny, za to przyjemnie pachniał, tak rześko. Bardzo lubiłam efekt po jego użyciu. Włosy były sypkie, oczyszczone, wolniej się przetłuszczały, nie miałam także problemu z ich rozczesaniem. Pomimo silikonów w składzie, włosy nigdy nie były obciążone. Co do składu, wszystkie dobroczynne składniki, takie jak olejki są po parfum, a więc w ilości znikomej.  Kosmetyk bazuje również na mocnych detergentach, przez co nie mogłam  go niestety używać co każde mycie, ponieważ jego skład nie należy do delikatnych. Moja skóra głowy ostatnio jest dość problematyczna, więc stosowanie na co dzień szamponu z SLS/SLES nie wchodzi w grę. Raz na tydzień sprawdzał się u mnie idealnie, używany częściej delikatnie podrażniał  moją skórę głowy, przez co odczuwałam swędzenie. 



Odżywka ma treściwą  konsystencję, pachnie bardzo ładnie. Aplikacja jest  szybka i wygodna. Co do działania, bywa różnie. Najlepsze efekty uzyskuję, nakładając wcześniej na włosy olej. Wtedy włosy są sypkie, a jednocześnie dociążone, mega gładkie, nawilżone i miłe w dotyku. Sama odżywka potrafi lekko spuszyć włosy (obstawiam, że przez kokos). Kosmetyk jest bardzo wydajny, u mnie na pokrycie 2/3 długości włosów starcza jedna wyciśnięta  porcja. Odżywka sama w sobie ułatwia rozczesywanie, co uważam za duży plus. Jej skład, tak jak i szamponu również nie zachwyca, praktycznie wszystko co w niej dobre, występuje w ilościach śladowych.


A tu włosy po użyciu odżywki + lekki wiatr :)



Podsumowując, produkty te okazały się całkiem fajne dla moich włosów. Jednak ich cena (ok 40zł) nie jest adekwatna do słabego, chemicznego składu. Myślę, że wydawanie co chwila 40zł na szampon mija się z celem, co innego z odżywką, która starczy nam na dłużej. Kosmetyki znajdziecie w drogerii Hebe.

A jak u Was sprawdzają się fryzjerskie kosmetyki?
Czytaj dalej

HIT WŁOSOMANIACZEK? SZAMPON Z NIEBIESKĄ GLINKĄ FITOKOSMETIK

Znowu nie było mnie tu dłuuuuugo, uwierzcie, że nie było czasu tu zajrzeć, ale dziś przychodzę do Was z recenzją szamponu, który właśnie wykończyłam.

Zachęcona pozytywnymi opiniami, niską ceną i nienagannym składem, postanowiłam wypróbować szampon z niebieską glinką Fitokosmetik. Hit na grupie Włosing :) Szampon mieści 270ml produktu, konsystencja szamponu jest gęsta, niebieska. Opakowanie minimalistyczne, raczej nieprzykuwające uwagi :)


Szampon ma długi skład, osobiście nie jestem fanka tak długich składów, ale ten prezentuje się całkiem nieźle. Oto on:

Aqua (woda)
Pentaphyfloides Fruticosa Flower Water (hydrolat z pięciornika krzewiastego)
Helichrysum Italicum Flower Water (hydrolat z kwiatów kocanki)
Amaranthus Cruentus Flower Water (hydrolat z szarłatu)
Thymus Serpyllum Flower Water (hydrolat z macierzanki)
Phellodendron Amurense Flower Water (hydrolat z korkowca amurskiego)
Artemisia Vulgaris Flower Water (hydrolat z bylicy pospolitej)
Potentilla Argentea Flower Water (hydrolat z pięciornika srebnego)
Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca)
Lauryl Glucoside (substancja myjąca)
Coco Glucoside (substancja myjąca)
Sodium Laureth-5 Carboxylate (substancja myjąca)
Glycerin (gliceryna)
Glycereth-2 Cocate (zagęszczacz, stabilizator piany, emulgator, środek kondycjonujący, zmiękczający i natłuszczający)
Blue Clay (niebieska glinka)
Morus Alba Root Extract (ekstrakt z korzenia morwy białej)
Propolis Extract (propolis)
Silver (jony srebra)
Parfum (substancja zapachowa, może uczulać)
Lactic Acid (kwas mlekowy)

Benzoic Acid (kwas benzoesowy, konserwant)

Sorbic Acid (kwas sorbowy, konserwant)

Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy, naturalny konserwant)

Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, konserwant, regulator lepkości, rozpuszczalnik)

CI42090 (błękitny barwnik)


Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy,  nie podrażnia jej. Pachnie owocowo, dobrze się pieni. Wydajność jest raczej średnia. Nie zauważyłam żeby szampon przedłużał świeżość włosów, myję je co 2 dzień, czyli jak zawsze. Moim zdaniem nazwa szamponu jest trochę na wyrost, bo tytułowa glinka znajduje się praktycznie na końcu składu. 
Nie używałam go co każde mycie, ponieważ ostatnio moja skóra głowy jest bardzo wrażliwa, podrażnia ją większość detergentów, a nawet konserwanty w składzie. Szampon nie plątał włosów, ładnie się  rozczesywały po jego użyciu. Na duży plus zasługuje też fakt, że szampon świetnie domywa oleje, nie pozbawiając ich działania :)  Włosy po nim są lekko odbite u nasady, miękkie i sprężyste.
Cena kosmetyku oscyluje w granicach 10-14zł
Podsumowując, ja polecam i zachęcam do wypróbowania. Za niską cenę znajdziecie dobry, uniwersalny szampon, ze składem na pewno lepszym od innych drogeryjnych szamponów.

Mieliście go lub macie na niego ochotę :) ?
Czytaj dalej

OLEJ Z CZARNEJ PORZECZKI | AKTUALIZACJA STANU MOICH WŁOSÓW



Przez ostatnie tygodnie miałam okazję testować olejek z czarnej porzeczki Etja. To dla mnie nowość, więc starałam się go przetestować na jak najwięcej możliwych sposobów.



Jeżeli chodzi o pielęgnację włosów, producent informuje nas  tym, że olejek świetnie się sprawdzi w przypadku włosów słabych, wypadających, z egzemą lub łuszczycą.
Olej ma niezwykle lekką formułę. Jeżeli macie cienkie włosy lub boicie się obciążenia, polecam Wam go przetestować. Gwarantuję, że nie zrobi Wam krzywdy na włosach :)Moje włosy zwłaszcza teraz zimą potrzebują dużego dociążenia, sam olejek nie wystarczy, więc wykorzystałam go przy olejowaniu na podkład z aloesu. Włosy były mięciutkie, nawilżone i przede wszystkim lśniące, co wiele z Was zauważyło na Instagramie (KLIK)


Cudownie sprawdził się także w pielęgnacji twarzy. Po stosowaniu złuszczających preparatów, skóra bardzo mi się łuszczyła, co nie wyglądało estetycznie. Kropla olejku na noc w połączeniu z ulubionym kremem przyspieszyła regenerację, dzięki czemu obecnie moja buzia jest gładka, miła w dotyku i elastyczna ;) 

Okazał się także ukojeniem dla moich suchych dłoni. Na noc wcieram kilka kropel olejku w połączeniu z dowolnym kremem do rąk. Rano dłonie po takiej mieszance pozostają na długo odżywione i gładkie. Wspaniałym pomysłem jest także dodanie kilku kropel olejku do wanny wypełnionej wodą. Taka kąpiel zadziała na nasze ciało nawilżająco i ujędrniająco.

Podsumowując, naprawdę bardzo ciekawy, a przede wszystkim uniwersalny produkt. Za 15zł możemy kupić kosmetyk, który może nam się sprawdzić zarówno w pielęgnacji włosów, twarzy i ciała. Do kupienia TU



Czytaj dalej